Kwartety smyczkowe W. A. Mozarta *) Numeracja ta wzięta jest z katalogu, sporządzonego przez geologa niemieckiego L. W. Köchla (Lipsk 1862). Katalog ten przez długi czas uchodził za najpełniejszy i najdokładniejszy chronologicznie spis kompozycji Mozarta.

Poradnik Muzyczny, czerwiec 1961
Organ Ludowego Instytutu Muzycznego w Łodzi
autor tekstu: Zenon Ostalczyk - Łódź
przepisał: cis-moll

Twórczość kameralna Mozarta jest bardzo obfita i różnorodna. Obejmuje ona najrozmaitsze gatunki muzyki kameralnej. Wśród nich najbardziej poczesne miejsce zajmują kwartety smyczkowe. Można je ująć w dwie wyraźnie zarysowane grupy:

Pierwsza zawiera dzieła powstałe w latach 1770-1774, w liczbie 15-tu, (między nimi 6 kwartetów "mediolańskich"), w drugiej znajduje się 10 tzw. wielkich kwartetów Hoffmeister'a i 3 ostatnie kwartety pruskie z op. 18. Najwcześniejszy kwartet, nie wliczony do żadnej z wymienionych grup - napisany został podczas pierwszej podróży włoskiem Mozarta, w gospodzie w Lodi - wieczorem 15 marca 1770 roku. Powstał on nie według wzoru J. Haydna, którego kwartetów (z op. 9) Mozart w owym czasie nie znał, lub też nie starał się poznać, a według wzoru Giambattisty Sammartiniego. Ten 70 letni wówczas mistrz z Milano był nie tylko nauczycielem, lecz i przyjacielem Glucka. I choć wspomniany J. Haydn nazywał go "gryzmołą" - zasługą jego było, iż włoskiej muzyce instrumentalnej nadał pewną swobodę, świeżość, delikatność, niekiedy wszakże płytkość i hałaśliwość. Otóż, Mozart - tworząc I-szy kwartet postępuje podobnie. Rozpoczyna łagodnym Adagio, po czym następuje hałaśliwe Allegro i kończy Menuetem. Allegro to mogłoby być z powodzeniem umieszczone w symfonii. Całość mogłaby z łatwością być zamieniona na Sonatę Trio starego stylu (zwaną Sonata o tre, t.j. przeznaczona na dwoje skrzypiec i bas, oraz continuo). Mimo to, Mozart przywiązywał dużą wagę do tego pierwszego kwartetu.

W końcu roku 1773, lub na początku 1774 dołączył do niego urocze Rondo, którego temat w formie Gawota przypomina ariettę z dzieła Glucka: "L'Ille de Merlin". Następnie, właściwe 3 kwartety (K. 136, 138)* powstały w pierwszych miesiącach roku 1772 w Salzburgu. Na manuskrypcie noszą one nazwę "Divertimenti". Jednakże określenie to nie może pochodzić od samego Mozarta, ponieważ diwertimenta posiadają z reguły dwa menuety, a w tych właśnie trzech utworach brak jest zupełnie menuetów. Są one trzyczęściowe, przy czym część powolna występuje w dwóch przypadkach w środku utworu, a w jednym na początku. Te trzy kwartety są, a właściwie mogłyby być symfoniami na smyczki (bez oboju i rogów).

Wydaje się, iż Mozart napisał je jako rezerwę dla swej ostatniej włoskiej podróży. Chodziło po prostu o to, aby w razie zapotrzebowania na symfonie - dodać do tych kompozycji jedynie instrumenty dęte, co zaoszczędziłoby sporo cennego czasu, przeznaczonego na napisanie opery "Lucio Silla". Przemawiają za tym zarówno tonację tych kwartetów jak i symfoniczny, orkiestrowy charakter niektórych części.

Kolejna grupa kwartetów (K. 155-160) czyni zdecydowany zwrot ku muzyce kameralnej. Wszystkie części powstały pod koniec roku 1772, w czasie podróży do Mediolanu, albo w samym Mediolanie, (stąd "mediolańskie"). Innowacją ich jest odmienna, niż dotychczas rola drugich skrzypiec i altówki. Przykładem tego może być zachwycająca, śpiewna melodia w h moll, jaką wykonują II-gie skrzypce w pierwszym kwartecie D-dur. Widać tu podobieństwo do kwartetów Haydna. Ponadto w każdym z nich wykazuje 17-letni Mozart dojrzałą mądrość artystyczną i pierwsze przeczucie późniejszych, wydobytych z głębi uczuć - fraz. Ale już w tych sześciu, wahadło uczuć jest bardzo rozbieżne. Mamy więc tutaj i kapryśny, igrający menuet, i ponure, namiętne allegro, i pełne melancholii andante. Jedynie ostatni kwartet tej grupy (K. 160) jest znowu bardziej konwencjonalny i utrzymany w symfonicznym stylu i gdybyśmy się nie orientowali dokładnie w czasie jego powstania, zaliczylibyśmy go raczej do kwartetów symfonicznych (K. 136-138).

Ostatnie grupa wczesnych kwartetów smyczkowych (K. 168-173) jest zgodnie z numerem i czasem nieznacznie oddalona od poprzedniej (K. 155-160), a jednak oddzielona przepaścią. To już nie są ani włoskie, ani mediolańskie kwartety, lecz wiedeńskie. Mozart napisał je (wszystkie sześć) późnym latem roku 1773. Pobyt w Wiedniu tego roku odegrał w rozwoju Mozarta decydującą rolę: kończy jego młodość i rolę cudownego dziecka. Nastręcza spotkanie z bardziej świeżą, mniej konwencjonalną sztuką, (bo taka była włoska muzyka operowa i instrumentalna). Pobyt ten doprowadza do znajomości z "rewolucjonistą" - J. Haydnem, dokładnie powiedziawszy z jego sześcioma kwartetami z op. 17 (i op. 20, tzw. kwartetami słonecznymi), które ukazały się w dwóch poprzednich latach 1771-72. Pod wpływem tych kwartetów pisze Mozart szereg własnych, które zbliżone są do pierwowzoru, nie mogą im jednak dorównać. J. Haydn, który osiągnął wtedy 40-ty rok życia - wyzbył się całkowicie stylu "galant" i odczuwając potrzebę pogłębienia powagi i intymności - zwrócił się ku polifonii. Ale jak osobiście potraktował ten pozorny zwrot ku staroklasycyzmowi, wykazuje to gorzka, czy też humorystyczna uwaga na końcu fugi C dur, (op. 20): "Sic fugit amicus - amicus". Jest rzeczą niezmiernie pouczającą obserwować na wspomnianej serii kwartetu Mozarta, - wahania, jakim podlega jego sztuka pod przemożnym urokiem niezrównanych kwartetów Haydna. W pierwszych dwóch próbuje naśladować niedościgły wzór Haydna. W trzecim, czując że przekracza to jeszcze jego siły - kieruje swój wzrok na mniej eksponowane pozycje Haydna. W czwartym usiłuje znaleźć jakiś kompromis między stylem Haydna i sztuką włoską. W piątym, z wyjątkiem I-szej części znów udaje się po naukę Haydna. Szósty, najdonioślejszy dla jego późniejszego rozwoju - jest jeszcze jedną próbą wzbicia się na wyżyny arcydzieł Haydna.

Przez następnych 10 lat, między rokiem 1773-1783, a więc przez bardzo długi w jego krótkim życiu - nie napisał Mozart ani jednego kwartetu smyczkowego. W latach tych powstały jedynie cztery kwartety na flet ze smyczkami i jeden z prowadzącym obojem. Należą one do innych gatunków muzyki kameralnej, starszych i lżejszych o mniejszym znaczeniu. Trzy z nich (na flety) napisał Mozart na polecenie bogatego holenderskiego miłośnika muzyki, Monsieur de Jean, zresztą niechętnie, nie poczuwając się do większego wysiłku. Miał też z zamawiającym nieprzyjemności z powodu pełnej zapłaty, co było zrozumiałe, bo tylko pierwszy kwartet jest pełnowartościowy (także ze względu na długość, gdyż składa się z 3-ch części, wtedy gdy pozostałe dwa zadowalają się dwiema częściami).

Ostatni z czterech kwartetów na flety - skomponowany w Paryżu można uważać tylko jako żart, albo akt swawoli. Wynika to z tytułu ostatniej części, którą Mozart nazwał: "Rondieaux - Allegretto grazioso, ma non troppo presto, peró non troppo adagio, cosi - cosi - molto garbo ed espressione", co mniej więcej znaczy: żartobliwie, pełne wdzięku Rondo, ale nie za szybko, z resztą też nie za wolno, właśnie tak jak trzeba - z dużym ogniem i wyrazem. Niestety jednak ani ognia, ani wyrazu nie można osiągnąć w temacie zapożyczonym w jakiejś melodii Paisiella: "Chi mi mostra, chi m'addita dove sta il mio dolce amore". (W dosłownym tłumaczeniu znaczy to: kto mi wskaże, kto mi powie, gdzie jest moja słodka miłość).

Zdanie to ma katarynkową beznamiętność, całkowicie obcą Mozartowi w jego nawet najsłabszych chwilach. Dzieło jest parodią. Mozart wykazał tu pogardę i złość nad płytkością z jaką - będąc włoskim kompozytorem - można dojść do sławy i pieniędzy. Osobistym powodem do niezadowolenia był prawdopodobnie Giuseppe Cambini, którego krótko przedtem Mozart poznał na małym artystyczno-towarzyskim spotkaniu. Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa z kwartetem na obój (K. 370) w F dur. Skomponował go Mozart z wielką ambicją w Monachium w styczniu, lub lutym 1781 r. dla oboisty Friedriecha Ramma. Jak zapewnia Gerber w swojej muzycznej encyklopedii - Ramm był jednym z najznakomitszych oboistów o niezwykle pięknym, łagodnym, niekiedy "miażdżąco głębokim" tonie. Kompozycja ta jest dziełem mistrzowskim w swym połączeniu stylu koncertującego z kameralnym i można porównać je tylko z późniejszym kwintetem na klarnet.

A oto - po długiej, dziesięcioletniej przerwie zjawia się 6 nowych kwartetów smyczkowych. Są one poświęcone (jako op.10) J. Haydnowi, ze znanym dedykującym listem w języku włoskim. Warto pamiętać, że Haydn był wówczas człowiekiem sławnym i miał w swym dorobku nie tylko "Słoneczne Kwartety", ale tzw. Rosyjskie (op. 33), dedykowane W. Księciu Pawłowi. Otóż zaznajomienie się z tymi kwartetami Haydna było jednym z największych przeżyć w życiu artystycznym Mozarta. Ale tym razem uczy się jak mistrz od mistrza: nie naśladuje i nic nie traci ze swej własnej osobowości. Zachowuje pełną samodzielność. I tak: gdy Haydn jest uprzejmy i przyjemny - Mozart demoniczny ze swą niesamowicie ukrytą chromatyką (K. 421), gdy Haydn jest żartobliwy, dowcipny, wesoły, pełen humoru (op. 33,4) - Mozart wzruszający, poważny niekiedy ponury (zakończenie kwartetu A dur). Haydn faworyzuje I-sze skrzypce, dając im niekiedy bogate i subtelne ozdobniki. - Mozart nie czyni tego, uważając to za zbyt prymitywne. Jeżeli Haydn unika surowych form - Mozart właśnie je podkreśla (fugato finału I-go kwartetu).

W środkowych częściach nie stosuje serenad, menuetów nie zastępuje scherzami. We wspomnianej dedykacji do Haydna mówi Mozart o tych sześciu kwartetach jako o owocu długiej i mozolnej pracy. Odpowiada to najzupełniej prawdzie. Ślady jej ukazują się w autografach prawie na każdej stronie. Żaden rękopis Mozarta nie wykazuje tyle wycierania, poprawek i odrzuconych początków. Jednakże nie trudy tej pracy winny być dostrzegane, a wspaniały przykład artystycznej dojrzałości. Mozart odnalazł tu siebie samego. Nie ma dzieł bardziej osobistych, niż tych sześć kwartetów. Co najbardziej odróżnia je od Haydnowskich to to, że są "muzyką z muzyki - filtrowaną sztuką". Tak np. "ptasi kwartet" (Vogelquarteff) J. Haydna jest mu całkowicie obcy. Natomiast introdukcja kwartetu C dur Mozarta - do dziś porusza śmiałością harmoniczną. Jak już powiedziano - tych sześć kwartetów pozostanie głównym dziełem Mozarta w tej dziedzinie. To, co potem nastąpi jest czymś odosobnionym: a więc kwartet Hoffmeister'a i połowa nowej serii - trzy kwartety pruskie (op. 18).

Hoffmeister - quartett skomponował Mozart w sierpniu 1786 r. aby pozbyć się długu u swego przyjaciela i wydawcy. Dzieło to można by nazwać syntezą trzech "poważnych" i trzech "lekkich" haydnowskich (z op. 10). Kwartet ten jest zarazem poważny i lekki. W niektórych zwrotach czarującego wdzięku czuje się Schuberta. Adagio natomiast wypowiada cierpienie z nigdy jeszcze nie słyszaną głębokością, a tonacja D dur w finale zmienia jak gdyby swą naturę: nie jest pogodna, lecz staje się beznadziejna.

Kwartety Pruskie (K. 575, 589 i 590) są grupą dla siebie, ponieważ dedykowane są dyletantowi wiolonczeli, królowi Fryderykowi Wilhelmowi. W każdym z nich wiolonczela odgrywa wybitną rolę, drugie skrzypce i altówka muszą ustąpić. (Cóż, trzeba się było liczyć z królewską wirtuozerią). Są to kwartety trochę "concertante", a jednak są najczystszą muzyką kameralną. Te trzy dzieła powstały w okolicznościach okropnej depresji duchowej. Mimo to wznoszą się w rejony największej błogości.

Na okres powstania 10 wielkich kwartetów smyczkowych przypadają także trzy dzieła muzyki kameralnej o mniejszej obsadzie: dwa duo na skrzypce i altówkę (K. 423, 424), oraz jedno divertimento na trio smyczkowe (K. 563). Pierwsze powstały na początku, drugie na końcu tego okresu. Mniejsza obsada nie obniża zupełnie wartości owych dzieł. Są one równorzędne kwartetom, choć o wiele mniej znane. O powstaniu tych dwóch duetów istnieje anegdota, która nie jest pozbawiona wiarygodności: latem roku 1783 bawił Mozart z wizytą w Salzburgu, gdzie zetknął się między innymi z Michałem Haydnem. Ten złożony właśnie chorobą - nie mógł dokończyć zamówionej przez arcybiskupa Colloredo serii sześciu duetów. Tylko cztery były gotowe. Arcybiskup polecił zatrzymać honoraria Haydna, sądząc, iż to przyspieszy powrót do zdrowia - człowieka pozbawionego całkowicie środków na opłacenie lekarza i aptekarza. Mozart dowiedziawszy się o wszystkim postanowił pomóc biednemu przyjacielowi. Nie mówiąc ani słowa, w dwa dni później przynosi przepisane na czysto dwa duety. Wystarczyło tylko na stronie tytułowej napisać nazwisko Michała Haydna. Anegdota ta pochodzi od dwóch uczniów Haydna i może być prawdopodobna. Skądinąd wiadomo, iż Mozart nie zrezygnował z prawa własności swych dwóch duetów i w grudniu 1789 roku prosił o ich zwrot poprzez swego ojca. Zresztą są to dzieła najwyższego gatunku, pełne świeżości, kapryśności, umiaru - słowem swego rodzaju unikaty.

 
Copyright (c) 2002-2007 by Tempus Fugit